Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 322 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lucie

poniedziałek, 01 lipca 2013 14:06

Lucie




   - Wszystko w porządku? - Brunet delikatnie drgnął, kiedy poczuł ciepło czyjejś dłoni na swoim ramieniu. Odwrócił się w zobaczył młodą kobietę w dresie, która się nad nim pochylała.
- Słucham? - zapytał zdezorientowany. Nie widział, kim była była kobieta, ani czego od niego chciała. Miał nadzieję, że nikt nie zwróci na niego tutaj uwagi, ale najwidoczniej się pomylił.
- Pytałam czy dobrze się pan czuje? - Usłyszał jej głos i nie umiał powstrzymać łez, które pchały się nieproszone do jego oczu. Jej głos. Miała taki podobny głos do Niej.
- Przepraszam. - Wstał z ławki i ruszył przed siebie, ale po kilku krokach stracił równowagę.
- Nic się panu nie stało? - Troska kobiety była zadziwiająca, ale nie miał zamiaru i tym teraz myśleć. Leżał na zimnym i wilgotnym od jesiennego deszczu chodniku. Myślał na odpowiedzią.
- Nie wiem - powiedział ledwo słyszalnie. Taka odpowiedź była według niego najlepsza. 
- Pomogę panu wstać i pojedziemy do szpitala, dobrze? - W odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. 
   Siedział w poczekalni jednego z łódzkich szpitali. Miał menelik w głowie i na dodatek cały świat przed jego oczami wirował. Zaczął głębiej oddychać czym zwrócił na siebie uwagę kobiety, która go tu przywiozła.
- Dobrze się pan czuje? - zapytała z troską w głosie.
- Nie - zdążył odpowiedzieć przed utratą przytomności i upadkiem na podłogę.
   Otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Białe ściany go nie przestraszyły, ale dźwięk zgodny z biciem jego serca już tak. Próbował się ruszyć, ale czuł silny ból w każdym mięśniu. Starał się przypomnieć sobie, jakim cudem znalazł się w szpitalu, ale pamiętał tylko młodą, rudowłosa kobietę, która ciągle sięgo pytała, czy dobrze się czuje. 
   Próby skoncentrowania się na czymś innym oprócz bicia jego serca kończyły się na niczym. Nie wiedział, ile czasu już tak leży, ale był pewnym jednego - dłużej nie wytrzyma. Zacisnął pięści i powoli się podniósł. Poczuł silny ból w klatce piersiowej. Przytrzymał się szafki przy łóżku i czekał, aż jego świat przestanie wirować. Otworzył właśnie oczy i próbował wstać, kiedy do sali weszła pielęgniarka.
- Co pan wyprawia? Proszę się natychmiast położyć. - Podeszła do niego niewysoka, krępa kobieta o siwiejących włosach i próbowała go położyć z powrotem. 
- Ja nie mogę tutaj tak leżeć. Muszę wracać do Spały. Ja mam pracę. - Próbował wytłumaczyć pielęgniarce, że jego praca jest najważniejsza i że natychmiast musi do niej wrócić, ale nie chciała go słuchać.
- Proszę pana - westchnęła kobieta. - Mogę pana zapewnić, że pański trener wie, gdzie się pan obecnie znajduje, bo był tutaj i ma się jeszcze zjawić. Oprócz tego kategorycznie zabronił nam zgadzać się na wypis na pana własne życzenie. To wszystko dla pana dobra. Musi pan dojść do siebie. Trafił pan do nas z dość dużym wycieńczeniem organizmu, więc musi pan odpoczywać, ale widzę, że czuje szybko wraca pan do formy. - O nic nie pytał. Położył się grzecznie do łóżka i próbował nie myśleć, co było bez wątpienia trudne. 
- Siostro, a czy mógłbym chociaż dostać mój telefon? - zapytał, kiedy kobieta opuszczała salę. 
- Jest w szufladzie. - Po raz pierwszy się do niego uśmiechnęła. Szybko wyciągnął urządzenie i wybrał numer. Po trzech sygnałach usłyszał dobrze znany mu głos. 
- Mamo? - zapytał niepewnie.
- Synku, co się stało? 
- Mamo, jestem w jakimś szpitalu. Mogłabyś... - Nie zdążył dokończyć. Został zasypany pytaniami.
- Jaki to szpital? Co się stało? Jesteś cały? Gdzie dokładnie jesteś? Zaraz do ciebie przyjadę.
- Jestem w Łodzi, ale nie wiem, jaki to szpital.
- Kopernika. - Usłyszał głos rudowłosej kobiety, która stała w drzwiach i przyglądała mu się z zaciekawieniem. 
- Mamo, to jest szpital Kopernika.
- Już do ciebie jadę. - Nie zdążył zaprzeczyć, podziękować, ani się pożegnać, bo połączenie zostało zerwane. 
- Jak się pan czuje? - Kobieta usiadła na krześle koło jego łóżka i patrzyła na niego uważnie. Nie była podobna do Niej. Była zupełnie inna, ale jej głos wydawał mu się łudząco podobny. Pewnie gdyby jej nie widział w tym momencie, stwierdziłby, że ma omamy. 
- Lepiej niż ostatnio, kiedy pani pytała. Dlaczego właściwie mi pani pomogła? - Spojrzał jej w oczy i czekał na odpowiedź. Spuściła na chwilę wzrok, ale po chwili wróciła do dawnej pozy i patrząc mu prosto w oczy, zaczęła tłumaczyć.
- Siedział pan na tej ławce dość długo. Wiem, bo widziałam pana przez okno kiedy wychodziłam pobiegać. Obiecałam sobie wtedy, że jeśli będzie pan nadal siedział na tej ławce, kiedy będę wracać to podejdę i sprawdzę, czy nic się panu nie stało. A kiedy już pan upadł, to nie mogłam pana zostawić. Zresztą nie wygląda pan na pijaka. - Wsłuchiwał się w jej słowa i próbował je zrozumieć. 
- Ale czemu pani nie "mogła"? - Wyraźnie zaakcentował ostatni wyraz. 
- Kilka ładnych lat temu zrobiłam kurs ratownika wodnego. Jeśli bym panu nie pomogła, to mogłoby się to dla mnie skończyć nawet więzieniem, a po za tym nie umiem przejść obojętnie obok potrzebującego człowieka. 
- Dziękuję pani za wszytko, co pani dla mnie zrobiła. - Uśmiechnął się po raz pierwszy od kilku albo i nawet kilkunastu dni.
- Jestem Łucja. - Kobieta wyciągnęła ku niemu drobną dłoń, którą uścisnął.
- Łukasz.
- Wiem. - Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, ale zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze do sali wpadł wysoki brunet.
- Jesteś całkowicie nieodpowiedzialny! Jak można tak znikać? Telefon masz po to, żeby był włączony! Odbieraj moje telefony! - Już od progu zaczął krzyczeć na Łukasza.
- To ja już sobie pójdę. Jeśli nie masz nic przeciwko, to wpadnę jutro.
- Do zobaczenia. - Łucja wyszła, a Łukasz poczuł na sobie zdziwione spojrzenie przyjaciela. 
- Możesz mi to wytłumaczyć? 
- Igła, tu nie ma czego tłumaczyć. Łucja mnie tylko przywiozła do szpitala.
- Ale wiesz, że ona ma bardzo podobny głos do... - Krzysiek zawiesił głos. Nie chciał sprawiać bólu przyjacielowi.
- Wiem... A tak w ogóle to możesz mi powiedzieć, jak długo tu leżę?    
- No... Dzisiaj będzie trzeci dzień. - Łukasz spojrzał zdziwiony na Krzyśka. - Nie przejmuj się. Coś mi się obiło o uszy, że może niedługo cię wypiszą. 
- Oby jak najszybciej. Muszę szybko wracać do treningów, przecież niedługo Puchar Świata.
- No właśnie... Słuchaj Łukasz, bo... - Krzysiek ewidentnie nie umiał z siebie wydusić tego, co powinien.
- Co się stało? Mówisz do mnie po imieniu tylko, kiedy dzieje się coś złego. Mów! - Cisza, która wypełniła salę, w ciągu kilku chwil stała się nie do zniesienia. - Igła!
- Ziomek, bo nie wydaje mi się, żeby dali ci od razu wrócić do treningów.

- Ale Japonia...
- Ja nie wiem tego na pewno, ale się domyślam. Kto o zdrowych zmysłach puściłby cię na taki ciążki trening około tygodnia po wyjściu ze szpitala?  
- Nikt - odpowiedział cicho Łukasz, chociaż obaj wiedzieli, że było to pytanie retoryczne. - Igła, ale ja muszę jechać. Inaczej zwariuję... 
- Może się mylę, ale uznałem, że powinieneś się z tym liczyć. 
- Dzięki... - Krzysiek poklepał przyjaciela po ramieniu i przysiadł an brzegu jego łóżka, które cicho zaskrzypiało pod naciskiem dwóch siatkarzy. 
- A jak się czujesz?
- Wszystko mnie boli, ale to może tylko dlatego, że te łóżka są strasznie nie wygodne i krótkie, a oprócz tego cały mój niby ułożony świat niedawno runął. A u ciebie? - Igła dobrze wiedział, co przyjaciel miał na myśli.
- Dzięki tobie przerwałem nasz piękny dzień świstaka i zamiast odpoczywać w spalskich lasach po kolejnym wyczerpującym treningu, to siedzę u ciebie. - Krzysiek uśmiechnął się promiennie, kiedy do sali wszedł jeden z lekarz kadry. 
- Zabierają cię jeszcze na badania, Łukasz. Jeśli wszystko będzie dobrze, to może jutro cię wypiszą. A my Krzysiu wracamy. - Puścił oczko do zawodników i wyszedł z sali. 
   Leżał na łóżku i wpatrywał się tępo w sufit. Próbował nie myśleć, ale jego głowa pękała od natłoku wspomnień. 
- Łukaszku. - Niewysoka kobieta weszła szybkim krokiem do sali i od razu mocno przytuliła siatkarza. 
- Mamo, taka się cieszę, że jesteś. 
- Dlaczego jesteś w szpitalu, synku?
- To dłuższa historia... - Jeszcze długo rozmawiali i pewnie gdyby nie interwencja pielęgniarki, Łukasz nie pozbyłby się mamy.
   Stał przed szpitalem i czekał, aż ktoś go odbierze. Nie czuł się wybitnie źle ani dobrze. Oparł się o ścianę budynku i beznamiętnie wpatrywał się w niebo zasnute szarymi chmurami.
-  Już cię wypisali? - Ocknął się dopiero, słysząc słowa wypowiedziane ku niemu przez Łucję. 
- Już? Chyba dopiero. - Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale dopadła go mama i mocno przytuliła.
- Synku, dlaczego nie leżysz? Powinieneś teraz dużo wypoczywać.
- Mamo. - Nie ważny jest fakt, ile mamy lat. Mamy zawsze będą nas traktować, jakbyśmy byli małymi dziećmi. - Wypisali mnie już. Wracam do Spały.
- Nigdzie nie jedziesz, chyba że ze mną do domu. - Łucja przysłuchiwała się przez chwilę rozmowie państwa Żygadło.
- Nie chcę przeszkadzać, ale na mnie już czas. Trzymaj się Łukasz - powiedziała niepewnie i ruszyła przed siebie. 
- Kto to był?
- Łucja.
- Ona miała...
- Tak mamo, wiem...
   Przez całe swoje życie słyszał, że jego matka jest nieustępliwa, ale jak się okazało on był bardziej. 
       Miała nie wracać do Spały. - Wrócił.
       Miał nie trenować. - Trenował.
       Miał odpoczywać. - Wylewał z siebie siódme poty na siłowni i na sali.
       Miał nie lecieć do Japonii. - Poleciał.
       Miał nie grać. - Grał i zdobył maskotkę dla MAP.
       Miał być słaby. - Tryskał energią.
       Miał być przybity ostatnimi wydarzeniami. - Był.
  Do kraju wrócili ze srebrnymi medalami na szyjach, z których byli bardzo dumni. Już na lotnisku była przygotowana konferencja prasowa, ale jakoś specjalnie się tym nie przejął. Chciał, jak najszybciej ruszyć do domu, do Sulechowa. Kilka pytań, parę odpowiedzi i wymknął się nie postrzeżenie z tłumy fanów. Wyszedł z hali przylotów i chciał złapać jakąś taksówkę, kiedy po lotnisko podjechała srebrna Toyota. Pewnie nigdy nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie fakt, że wysiadła z niej Łucja.
- Cześć. - Uśmiechnął się  promiennie na jej widok. Nie widział czemu tak na niego działała, ale w jej obecności stawał się inny.
- Cześć. Liczyłam, że jeszcze cię złapię. Chciałam pogratulować medalu i powiedzieć, że nieźle grałeś, jak na kogoś, kto tydzień przed wylotem wyszedł ze szpitala. Myślałam, że mama cię namówiła, żebyś został. - Uśmiechnęła się subtelnie i spojrzała w jego ciemne oczy. 
- No cóż okazało się, że jestem bardziej uparty. Przepraszam, ale muszę już lecieć. Mam niedługo pociąg, a wolałbym pojechać tym, bo chcę być jak najszybciej w domu. 
- Musisz jechać dzisiaj? - Miała wielką nadzieję, że Łukasz odpowie negatywnie.
- Nie, ale mam już dosyć hoteli. 
- Tak właściwie to mógłbyś zostać u mnie. Wiem, że to daleko stąd, ale i tak bliżej niż Sulechów. - Uśmiechnęła się i niecierpliwie czekała na odpowiedź. 
- Właściwie to czemu nie, ale nie będę ci przeszkadzał? 
- Nie będziesz. 
   Nie miał większego problemu, żeby zmieścić się do dużej Toyoty, ale jego bagaże zajęły cały bagażnik.
   Do Łodzi dojechali przed jedenastą w nocy. Szybko wypakowali walizki i weszli do mieszkania, które niczym się nie różniło od innych z wielkiej płyty. Trzy pokoje, kuchnia i łazienka - wszystko w ciepłych brązach. 
- Zjesz coś?
- Chętnie. A mógłby ja coś ugotować w ramach podziękowania za nocleg? 
- Nie musisz... - Łucja próbowała przekonać Łukasza do swoich racji. 
- Ale chcę.
   Spaghetti bolognese z białym winem smakowało idealnie. 
- Mogę wiedzieć, co tak właściwie robiłeś wtedy pod moim blokiem? - Mina Łukasz w ułamku sekundy zrzedła. Nie chciał już do tego wracał, ale najwidoczniej powinien.
- Widzisz... Coś się wtedy stało w moim życiu. Musiałem nabrać dystansu i złapać oddech. Jechałem przed siebie i jakoś tak wyszło, że znalazłem się tutaj. - Cisza, która wypełniła kuchnię ciążyła obojgu. Łukasz delikatnie dotknął dłoń Łucji. Kobieta podniosła swój wzrok na mężczyznę. Uśmiechnęła się słodko i to chyba sprawiło, że w Łukaszu coś drgnęło. Wstał od stołu i obszedł go dookoła. Stanął obok Łucji i delikatnie palcem podniósł jej podbródek. Pochylił się nad kobietą i subtelnie jej usta swoimi. Oddała pocałunek. 
   Przyparł Łucję do ściany w połowie drogi do jej sypialni. Odsunął się delikatnie od rudowłosej i oparł swoje czoło o jej. 
- Przepraszam, ale nie mogę. - Zostawił ją w salonie, a sam wrócił do kuchni. Stanął przy oknie i patrzył na ciemne niebo, na którym nie widać było ani jednej gwiazdy. Miał mętlik w głosie. Nie wiedział, co powinien zrobić, ale miał świadomość, że jego pocałunek był błędem. 
   Weszła cicho do pomieszczenia i stanęła obok Łukasza. Ostrożnie pogładziła jego dużą dłoń.
- Co się stało? - Spojrzał na nią wzrokiem pełnym łez. Nie mógł nic powiedzieć. W jego gardle tkwiła duża gula, która uniemożliwiała mu mowę. Patrzył na Łucję i nie przejmował się łzami, które płynęły stróżkami z jego oczu. 
- Ja tak nie umiem - wyszeptał cicho. Mocno go przytuliła. Wtulił twarz w jej rude włosy.
   Powoli się uspokajał. Odsunął się od Łucji, ale jej nie puścił. Spojrzał prosto w jej zielone oczy.
- Mówiłem, że coś się wtedy stało. Kilka dni wcześniej był pogrzeb mojej...mojej żony...
- Nie mów nic więcej. Rozumiem.
- Nic nie rozumiesz. Masz taki podobny głos do Niej. Taki sam uśmiech. Tak bardzo mi ją przypominasz... - Przytuliła go ponownie. 
   Nie odeszła. Została. Została już na zawsze. 
 
___________________________________________________________________________
Tak, wiem - mam do niego słabość, ale co ja na to poradzę, Caroline.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  3 438  

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl